Marzenia się spełnia! Ameryka Południowa – Patagonia

Ameryka Południowa była moim marzeniem. Zawsze chciałam zobaczyć Patagonię i poczuć klimat tych miejsc. Za chwilę wyruszam do boskiego Buenos, zamierzam iść na lekcje tango, zjeść stek i pić czerwone wino! Czuję, że to miasto mnie pochłonie.
Ale zanim to, powiem o Patagonii.

Dla mnie zdecydowanie część argentyńska wygrywa, w Punta Arenas jakoś nie czułam klimatu nie wiem czemu,
ale jak wróciłam, żeby poczekać 3h na autobus znów dorwał mnie dziwny humor…

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, góra, niebo, na zewnątrz i przyroda

Ushuaia czyli miasto na końcu świata (już po argentyńskiej stronie) na bardzo długo pozostanie w mojej pamięci. Dla mnie miasto urocze. Mieszkamy dość wysoko, daleko mamy wspaniały widok na kanał Beagle i na całe miasteczko. Ceny w sklepach bardzo przyzwoite w zasadzie takie jak w Polsce, niektóre rzeczy tańsze inne trochę droższe ale wszystko w ramach rozsądku. Mieszkamy na Arbinb udaje znaleść się guesthouse ze wspaniałą rodziną, Madelena myślę, dziewczyna w moim wieku oprócz tego, że jest lekarzem zawiaduje całym guesthouse. Najsympatyczniejsza osoba na świecie, pomaga nam w zmianie hoteli na inne dni, częstuje pysznymi naleśnikami.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, drzewo, na zewnątrz i przyroda
Pierwszego dnia wybieramy się na trekking do Ziemi Ognistej i w miejsce gdzie kończy się droga, bo to przecież koniec świata. Bardzo przyjemny, prosty i krótki trekking, taki spacer można powiedzieć.
Drugi dzień jest szalony…. Kilka dni wcześniej rezerwujemy na okropnym tripadvisor wycieczkę na pingwiny… W opisie wycieczki napisane miejsce spotkania: lotnisko. Bardzo Nas to dziwi, no ale zamawiamy taxi na 7.50. Wybija 7.55 taxi nie ma… 8.00 nie ma. Idziemy na główną drogę szukać taxi. Udaje się. Jedziemy na lotnisko szukamy miejsca zbiórki, oczywiście nic nikt nie wie… Jest 8.30… w punkcie informacyjnym pan tłumaczy, że wszystkie wycieczki ruszają z miasta… Panika maxymalna, nie wiemy co robić, znów brać taxi i nie wiedzieć gdzie jechać?!
Wychodzimy na drogę, liczę na to, że złapiemy stopa na te 5 km i ktoś zawiezie nas do miasta. Pięć samochodów nie zatrzymuje się. Ale szósty małżeństwo z dwójką dzieci, nie ma z tym problemu i bierze Nas ze sobą. Mówimy o całym zdarzeniu, szczęśliwie dowożą Nas na miejsce 8.50 odnajdujemy biuro podróży i płyniemy w rejs. Po drodze oglądamy słynną latarnie. Na wyspie pełno ptaków z daleka zupełnie przypominające pingwiny, jednak przewodnik od razu uświadamia Nas, że to są kormorany.
Następnie pingwiny, na to czekałyśmy!Pingwiny są super, tak się człapią, wymieniają czułości, pływają… Cała wyspa opanowana przez pingwiny w ich naturalnym środowisku.

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, na zewnątrz

Kolejnym etapem wycieczki jest El Chalten i trekkingi. Niestety bilety bezpośrednie do miasta zostały wcześniej wysprzedane, dlatego nasza podróż jest kombinowana i z 24h podróży zamieniania się w 37h….🙈

El Chalten to miasto dosłownie pośrodku niczego. Miasto stworzone dla turystów przybywających na trekking. Jest tu jednak wszystko: mnóstwo knajpek, barów, kilka sklepów, poczta, apteka. Mieszkamy w najtańszym możliwym hostelu cena 220 zł za 3 doby w pokoju z innymi (dorm) to i tak tanio, normalna cena tam to 450 zł. Pierwszego dnia wita Nas deszcz (No tak jak zawsze mamy szczęście…).
Na szczęście około 8.00 przejaśnia się, decydujemy się zrobić krótszy trekking do Laguna Torre. Zajmuje nam całość około 5,5h. Widoki piękne. Mnie zachwyciła ta natura!
Następny dzień to trekking do Fitz Roy. Wiemy, że będzie on dłuższy. Wychodzimy około 8.00. Również przyjemny trekking. Piękna niczym nie zepsuta natura. Ostatnia godzina była bardzo trudna i bardzo męcząca. Bardzo strome podejście. Miałam moment załamania, że nie dam rady, ogromny ból kolan, walka z lękiem wysokości, który czasem daje o sobie znać, walka z porywistym wiatrem, którym dosłownie zwalał z nóg. Łzy napływają do policzków, w głowie mam tylko: Idź Iza idź! Nie wiem jak to zrobiłam ale wdrapała się. Zrobiłam to i zobaczyłam majestatyczny Fitz Roy i piękną laguna de los tress. Byłam wzruszona i pełna obaw jak ja zlezę😂

Obraz może zawierać: ocean, niebo, chmura, na zewnątrz, woda i przyroda

Po tym trekkingu byłam wyczerpana. Około 16.00 byłyśmy w hostelu a o 21.00 leżałam już w łóżku.

Obraz może zawierać: 1 osoba, góra, niebo, na zewnątrz i przyroda  Obraz może zawierać: chmura, niebo, góra, na zewnątrz i przyroda

Ostatni przystanek do El Calafate. Tu przyjechałyśmy oglądać lodowiec Perito Moreno.
Decydujemy się na wycieczkę łodzią, tak by oglądać lodowiec z różnych perspektyw. A jest co oglądać 254 km2 (lodowiec jest większy od Buenos Aires!) wysokość 67,5 m. To największy lodowiec w Argentynie i i drugi największy w Ameryce Południowej. Na mnie zrobił ogromne wrażenie. Tym bardziej, że pogoda letnia 29 stopni w upalnym słońcu a przyglądam się lodowcowi w koszulce na ramiączka. Również Park Los Glaciares jest pięknym miejscem idealnym na trekkingi.

Obraz może zawierać: niebo, na zewnątrz i przyroda

To co mnie urzekło w Patagonii to dzika, niczym nie skarżona natura. Kiedy wychodzisz na szlak i kończy Ci się woda – pijesz tą ze strumienia. Nie znajdziecie tu żadnych sklepików, obwoźnych handlowców. Nic tylko Ty i natura.
Wychodzimy wcześnie rano co pozwalało na długie dosłownie samotne wędrówki.
Przyroda, natura, piękne widoki, wspaniali ludzie i ceny w miarę przystępne sprawiły, że argentyńska strona Patagonii pozostanie na długo w mojej pamięci i będę rekomendować ją każdemu.

Obraz może zawierać: chmura, niebo, góra, na zewnątrz i przyroda

Wiecie co? Siedzę na lotnisku, czekam na samolot i łza wzruszenia mi się kręci gdzieś w oku. Jestem taka szczęśliwa, że pomimo przeciwności losu spełniałam kojenie, tak ważne dla mnie marzenie! I wiecie co? Już w głowie układam kolejny plan jakiejś wyprawy w góry!

Wspaniałego tygodnia!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, góra, niebo, chmura, na zewnątrz, przyroda i woda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *