Źle…..

Tak źle u mnie już bardzo dawno nie było. Limit pecha na ten tydzień i ma nadzieję na ten wyjazd został wyczerpany.

Zacznę od początku- od samego przyjazdu cierpię z powodu bólu ucha i zatok- biorę kropelki i ibuprom z nadzieją, że przejdzie. Po 3 dniach jest tak źle, że w zasadzie nie mogę ruszać głową, więc idę do szpitala. Oczywiście konieczny jest antybiotyk…. nie pytajcie ile za wszystko zapłaciłam: myślę, ok jakoś to będzie zdrowie najważniejsze (mam nadzieję, że moje ubezpieczenie pokryje te chore sumy).
Idziemy zrobić zakupy na śniadanie i na obiad… Przy kasie chce płakać… Ceny zwalają z nóg: 1 cebula 6 zł, cukinia 5 zł, woda 2 l 4 zł, chleb 6 zł. Decydujemy się na jakieś najprostsze składniki, żeby zrobić obiad na dwa dni, kupujemy też produkty na dwa śniadania: cena 100 zł dla dwóch osób. (Niby nie dużo, ale to są podstawowe produkty, żadnych szaleństw, w Azji za śniadanie i obiad na mieście płacę max 30 zł, w Polsce za te produkty w sklepie może 30 zł byśmy zapłaciły…)

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Kolejnego dnia (ja oczywiście na proszkach przeciwbólowych), ubrana po samą szyję, pełna radości jadę oglądać pingwiny. Wcześnie rano wyruszamy. W porcie okazuje się, że jest tak ogromny sztorm, że wycieczka zostaje odwołana. Myślę sobie:”co jeszcze nas czeka?!”
Całe szczęście pieniądze za wycieczkę zostały nam od razu zwrócone. Ale cały dzień zmarnowany….

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, niebo, na zewnątrz i przyroda

Postanawiamy zrobić jakiś większy plan naszej wyprawy. Sprawdzamy ceny, połączenia, tańsze opcje noclegowe.
W końcu decydujemy się na zakup biletów z El Chante do Beunos Aires bo te 3 tysiące kilometrów autobusem będziemy jechać milion lat a cena będzie droższa niż lot. Ja leżę na łóżku, głową ruszyć nie mogę ale dzielnie kupuje bilety- sprawdzam wszystko dwa razy. Klikam -są!
Po dwóch godzinach i rozmowie coś mi zaczyna nie pasować w datach. Sprawdzam zakupiony bilet: 3.03 😭😭😭😭😭 a musimy wydostać się z El Chante 3.02 – najgorzej!!!! Chce płakać, w głowie huczy czuję, że zemdleje. Nie mogę panikować- szukam rozwiązań. Odwołanie lotu, zmiana dat, chce dzwonić do pośrednika gdzie kupiłam bilety. Pośrednik w PL ma biuro już zamknięte. Postanawiam wstać o 4.00 rano (w Polsce 8.00 rano) zadzwonić i sprawdzić możliwe opcje. Bilety kosztowały nas 1200 zł, zmiana daty kosztuje 1690 zł 🤦‍♀️ teraz już płacze… Nie ma wyjścia trzeba kupić nowe bilety bo to opłaca się znacznie bardziej. Możemy próbować opcji na stopa, ale te 3 tysiące kilometrów bez namiotu może być niewykonalne a na pewno nie zdążymy zobaczyć tego co chcemy…
Decyduje pokryć koszty nowych biletów, bo przecież to ja zawiniłam i ja czuje obowiązek naprawy tego fuck up.
Kiedy nowe bilety zostały kupione z nową poprawną datą, chce odetchnąć z ulgą… Nagle dzwoni mój telefon (pełna nadziei, że może można jednak zwróci bilety) słyszę w słuchawce: URZĄD SKARBOWY.
Serio tu już mi opadły ręce, Pani stwierdza, że jakieś wezwanie do zmiany adresu zamieszkania są na złym formularzu, tłumaczę, że nic jej nie prześlę bo jestem w Patagonii. Załamana rozmową z nic nie rozumiejącą Panią, stwierdzam, że ja nie jestem w stanie z nią rozmawiać, przekazuje sprawę do mojej księgowej (nie wiem jaki będzie miała koniec ta historia🤦‍♀️)

Z totalnym brakiem sił, ze łzami w oczach idę na dół zrobić jajecznicę z ostatnich i najdroższych jajek, cebuli i pomidora. Dobrze, że herbata w hostelu za darmo.

 

Czuję, że dochodzę do ściany. Jestem w punkcie, w którym nigdy nie byłam w podróży. Ściana.
Oczywiście, nasza podróż zostanie dostosowana do braku pieniędzy i do cen tu panujących, tanie jedzenie, spanie najtaniej jak się da, albo na couchserfing (może ktoś nas przygarnie)
Nie jest, tak, że sobie nie poradzimy, nie załamie się. Ale czuję, że brakuje mi energii i siły na walkę z przeciwnościami i własną głupotą.

Obraz może zawierać: noc

Wiem, że: „w życiu musi być dobrze i niedobrze, bo jak jest tylko dobrze to niedobrze….” może kiedyś jeszcze będzie dobrze…

Jeśli ktoś dotrwał do końca czytając mój narzekający wpis. To czeka go miłe zaskoczenie.
Pierwsze dwa dni spędzamy w Santiago, które pomimo cen, skradło moje serce. Kolorowe domeczki, niska zabudowa, dużo zieleni i murali. Jest pięknie. W innej nowszej dzielnicy, gdzie bloki już są wysokie, na ich dachach znajdują się duże patia z miejsce do grillowania! Na jedną taką imprezę dostajemy zaproszenie od znajomego koleżanki. Oglądamy przepiękny wschód księżyca, zajadając mięsko z grilla i pijąc pyszne chilijskie wino.
Wcześniej byliśmy na wzgórzu San Cristobal by podziwiać piękną panoramę tego ogromnego 11 milionowego miasta Santiago.
W mieście na każdym kroku spotkamy bezdomnych. Biorąc pod uwagę ceny do zarobków (średnia zarobków wynosi około 400-500 USD) to nie ma co się dziwić. Chile to jeden z najszybciej i najlepiej rozwijających się państw Ameryki Południowej. Nie mniej jednak jeszcze dużo pozostaje do zrobienia. Na plus bardo dobre metro, wszędzie można się nim dostać, działa do 1.00 w nocy. Dobre drogi. Ludzie uśmiechnięci i pomocni.
Najbardziej rozbawiło mnie powiedzenie:
„Lunes gusta lugar”- co oznacza, „poniedziałek lubi zabawę” większość dyskotek jest otwarta i nie brakuje chętnych do imprezowania.
Na ulicach jak nigdzie indziej na świecie rzucają się w oczy zakochane pary, całują, przytulają się, trzymają za rękę, południowcy zdecydowanie lubią okazywać miłość.

Po dwóch dniach udajemy się do Punta Arenas – Patagonia. Co tam się działo to już wiecie.

Dziś opuszczamy Chile (wrócimy tu jeszcze 4.03 i będziemy 9 dni) jedziemy do Ushuaia czyli na KONIEC ŚWIATA, argentyńskie miasto najbardziej na świecie wysunięte na południe. Po stronie argentyńskiej mam nadzieję, uda nam się obejrzeć pingwiny, zrobić trekking i zjeść coś dobrego w rozsądnej cenie.
Nie da się wszystkiego zaplanować w podróży, jest tak wiele zmiennych i niewiadomych, że często nie zdajemy sobie z nich sprawy.
Wiem jedno, nie poddam się, nie i jeszcze raz nie! Choćbym miała jeść nic, to zwiedzę Amerykę Południową! Dobrze, że lot powrotny został już dawno zakupiony i ma dobre daty 🤦‍♀️

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz i przyroda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *