Zanzibar – miejsce, które zmieniło moje życie

To miały być wakacje życia.  Cieszyłam się jak małe dziecko, kiedy udało mi się kupić bilety na Zanzibar za 1500 zł. Plan był taki, że lecę z dwójką znajomych, ale niestety nie mogliśmy dogadać się co do miejsca, w którym będziemy nocować, dlatego mogę powiedzieć, że koniec końców poleciałam tam sama. Nie mniej jednak sama nie byłam nawet przez chwilę 😊 Jestem żółta* (żółto-czerwona) co oznacza, że moja natura to ludzie. Przyciągam ludzi i lubię ludzi. Już na lotnisku w Monachium poznałam Matusza (który leciał na Zanzibar ze znajomymi), niestety w rozmowie okazało się, że zostają w innej części. Powiedziałam, że ja jadę do Paje do Surf House. Usłyszał to Bartek, który siedział gdzieś niedaleko. Zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że on i jego dwójka znajomych również jedzie do Paje i do Surf House. Pomyślałam, że nic nie dzieje się bez przyczyny – Hej Przygodo!

Po 16 godzinnej podróży, wylądowaliśmy w Zanzibar City. Od razu udaliśmy się do Paje. Kiedy zobaczyłam widok z miejsce, w którym spędzę najbliższe 3 tygodnie, zamarłam…. Widzicie moje główne zdjęcie w blogu? To był widok z mojego pokoju… Umówmy się jak widzisz takie coś nie może być źle… Pierwszy wieczór był więcej niż doskonały. Kasia i Michał, którzy prowadzą Surf House zorganizowali powitalną kolację. Do tej pory nie wiem ile było osób, ale wiem, że było Nas bardzo dużo. Na kolację przygotowaliśmy wspólnie ośmiornicę z ryżem gotowaną w ognisku. W  życiu nie zapomnę tego smaku. Oczywiście troszkę wypiliśmy przywiezionego alkoholu. Cały wieczór spędziłam również z Bartkiem (poznamy na lotnisku), Wojtkiem i Pauliną. Wtedy już wiedziałam, że to będzie niesamowity czas. Budziliśmy się rano, robiliśmy kawkę, słuchaliśmy muzyki, robiliśmy śniadanie. Czas leniwie mijał. Zwiedzaliśmy też wyspę. Byliśmy chyba w najbardziej znanej restauracji The Rock, drogo, ale uważam, że warto wejść, polecam szczególne carpaccio. Jednak najlepsze jedzenie na Zanzibarze jadałam w … Surf House! Michał i Kasia wspaniale gotują, nigdy nie zapomnę sushi surferów, albo burgerów rybnych. Ależ to było wspaniałe!

Co jeszcze robiłam na Zanzibarze? Czasami biegałam, każdy dzień zaczynałam od kawy na hamaku, przyglądając się wschodom słońca i rozkoszując się widokiem, który chciałam zapamiętać jak najbardziej szczegółowo. Często odwiedzały Nas dzieci z wioski. Kiedy zaczynasz się bawić z nimi, i patrzysz w te piękne oczy wszystko inne przestaje istnieć i mieć znaczenie. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że niektóre dzieci widzą się pierwszy raz… Kiedy pokazywałam im ich własne zdjęcia piszczały z zachwytu widząc siebie. Jak niewiele trzeba, by sprawić uśmiech na ich twarzy. Nauczyły się mojego imienia  i za każdym razem kiedy mnie widziały krzyczały „Iza”.

Życie tam płynie wolniej, spokojniej, inaczej. Do szczęścia wystarczy 3 pary koszulek, spodenki, klapki i bikini. Przez 3 tygodnie myłam się w zimnej wodzie, kompletnie mi to nie przeszkadzało. Przez 3 tygodnie chłonęłam spokój tego miejsca. Właśnie na Zanzibarze poczułam, że chcę coś zmienić w moim życiu. Zrozumiałam, że zachodni konsumpcjonizm nie jest mi już do niczego potrzebny. Kolejna torebka, buty czy 20 z kolei sukienka na jedno wyjście wydała się tam zwyczajnie śmieszna. Zrozumiałam, że pracując w Polsce, czy to na etacie czy na własny rachunek zawsze będę uwiązana. Zawsze moje wyjazdy będę musiała uzależniać od ilości urlopu, od sezonu, projektu…Kasia powiedziała mi o workaway.info. skrzętnie zanotowałam nazwę strony w mojej pamięci i wiedziałam, że ten wyjazd zmieni na zawsze moje życie. Dziś siedzę jeszcze w Warszawie i wspominam lipcowe wakacje na Zanzibarze. To były wakacje życia… Z Zanzibaru oprócz przemiany duchowej, przywiozłam również wspaniałego przyjaciela. Wojtuś. Mój Synuś😊 Dzięki Wojtuś, że jesteś i wspierasz mnie w każdej mojej decyzji. To był wyjazd, który będę wspominać do końca życia. Może tam jeszcze wrócę?! Kto chętny? 😊

Kilka sugestii jak zorganizować wyjazd na Zanzibar:

  • Jeśli szukacie noclegu na booking.com pamiętajcie by wybierać miejsca w pierwszej linii brzegowej, wtedy mieszkacie na plaży (mieszkanie w wiosce, może na początku być trudnym doświadczaniem)
  • Jeżeli nie byliście w Tanzanii tylko od razu lecicie na Zanzibar, szczepionka na żółtą febrę, nie jest Wam potrzebna. Chyba, że planujecie pobyt w Tanzanii wtedy szczepionka jest konieczna
  • Przez 3 tygodnie myłam zęby wodą z kranu, myłam w tej wodzie owoce, warzywa, używaliśmy tej wody do gotowania. Zupełnie nic mi nie było i nie jest. Tak do picia kupowaliśmy wodę butelkową
  • Alkohol… w Paje był jeden sklep z alkoholem, wybór ogromny, co kto chce. My piliśmy głównie białe wino i piwo
  • Zakupy robiliśmy u zaprzyjaźnionego Pana, kupowaliśmy tam owoce, warzywa, jajka, mąkę, mleko, nigdy nie głodowaliśmy
  • Jeden dzień poświęciliśmy na wyjazd na bezludną wyspę. Kupiliśmy w miejscowym biurze podróży. Niestety bezludna to ona nie była, bo takich trustów jak my było więcej. Tak czy inaczej polecam tą wycieczkę bo za 35 USD spędzasz cały dzień na wodzie, w cenie pyszny lunch. Było fajnie
  • Pływanie z delfinami. Tylko na własną rękę! Można zrobić to bardzo tanio, wystarczy dojechać do Kizimkazi i tam miejscowi dosłownie rzucają się na samochód i można wynegocjować bardzo dobrą cenę za łódkę ze sternikiem
  • Zanzibar City i farma przypraw. Również polecam udać się tam samodzielnie, przy drodze stoją Panowie i zapraszają na Spice Tour
  • Koniecznie udajcie się na nocny market w Zanzibar City przy porcie! Trzeba tam spróbować zanzibarskiej pizzy
  • Jeśli macie jakieś pytania, chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, piszcie chętnie pomogę 🙂

3 thoughts on “Zanzibar – miejsce, które zmieniło moje życie

  1. Uwielbiam, uwielbiam,.uwielbiam. taki prosty wpis a TYLE przydatnych rad i miejsc.💕od dzis jestem blisko myslami Ciebie i twojej drogi. Pięknego dnia😊😙

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *